Z cyklu „Fabryka wolności”: O samotności.

Na ścieżce duchowego/osobistego rozwoju jesteśmy samotni. Nawet jeżeli mamy to rzadkie szczęście podążać z kimś ramię w ramię – to nasza praca wewnętrzna jest zawsze samotna, ponieważ jest unikalna i nikt inny w niej nie uczestniczy bezpośrednio. Często bywa tak, że nasi codzienni nauczyciele, oschły mąż, wymagające dzieci, czepialska sąsiadka, są tuż obok, są nam najbliżsi, a jednocześnie stoją jakby po drugiej stronie barykady w naszej walce o wewnętrzny spokój, harmonię, stabilizację, etc. W tej charakterystyce naszego życia wszyscy mamy bardzo podobnie i tutaj leży nasze zjednoczenie. Skoro każdy z nas jest osamotniony to każdy z nas jedzie na tym samym wózku. Jest to jakieś małe pocieszenie, ale i ma to swoje dobre konsekwencje: po pierwsze, zdając sobie sprawę z naszej kondycji bardziej będziemy polegać na sobie (nikt inny nie wygra z naszymi osobistymi demonami), a jednocześnie mamy większe zrozumienie, a nawet chęć pomocy innym – każdemu uwikłanemu w swoją osobistą, samotną walkę. I tu znowu dotykamy paradoksu, który jest tak pięknie wyeksponowany na każdym szczycie zrozumienia czegokolwiek z tej naszej rzeczywistości.

Dokładnie na tej samej zasadzie paradoksalne koany prowadzą adepta na ścieżce Zen. Rozumienie paradoksów jest jak stawanie na cieniutkim punkcie balansu w samym sercu i centrum Yin i Yang. Tu jest paradoksalnie, i tylko tutaj odnajdujemy ścieżkę i szczyt w jednym miejscu. Jesteśmy samotni w naszej podróży, ale cały czas idziemy wszyscy razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *