Z cyklu „Fabryka wolności”: Jak pokochać siebie samą?

Często dostaję pytanie: „jak pokochać samego siebie?”. Przyjrzyjmy się temu. Miłość generalnie oznacza dla różnych ludzi różne rzeczy. Ale, gdy mówię „miłość”, każdy odwołuje się do jakiegoś uczucia w sobie, które jako „miłość” zaklasyfikował. Nie spotkałam dotąd człowieka bez żadnego wyobrażenia czym miłość jest. I teraz nie chodzi o to, że jest jedno słuszne uczucie, które wygląda tak i tak i do tego chcemy dążyć w swojej drodze do „pokochania siebie”. To tak jak „przyjaźń” – co to oznacza, jaką ma wartość, jak się ją czuje, to już sprawa na tyle indywidualna, że nie ma potrzeby jej definiować. Chodzi więc o mocniejsze odczuwanie tego co sam nazywasz „miłością”. Warto to sobie uzmysłowić.

Jeżeli masz problem z uczuciem miłości do samego siebie, to warto jest właśnie odwołać się do przyjaźni, bo tutaj nie ma aż takiej presji i łatwiej Ci zdiagnozować czy jesteś swoim własnym przyjacielem? Może dostrzeżesz, że jednak jesteś dla siebie przyjacielem, może nie idealnym, ale gdzieś są oznaki Twojej przyjaźni samego ze sobą. Nie?

Generalnie miłość i przyjaźń rodzą się spontanicznie. Patrzysz na słodką, małą kaczuszkę i voila! Jest miłość! Zmoknięty mały piesek, czy kotek i bach! Czujesz to coś. Małe dziecko, śliczna mała stopka, albo karmiąca matka- to są obrazy, które w wielu z nas wywołują uczucia miłości, sympatii, rozczulenia. Poznajesz kogoś nowego i albo go polubisz, albo nie. Następnie jest kwestia tego co z tym spontanicznym uczuciem zrobisz – rozwiniesz czy zaniechasz. No i co zrobić jeśli ono spontanicznie się w nas nie rodzi względem nas samych, lub tak nam się wydaje?

Podstawą naszego życia jest naturalna sympatia do nas samych. Zobacz: rodzimy się skąpani w miłości własnej, którą potem tracimy z oczu, ale która nie znika. Myślimy, że musimy zasłużyć. Być jakąś, coś osiągnąć, jakoś wyglądać, etc. To tak jak spotykamy kogoś, kto wzbudza w nas sympatię, ale do umysłu dociera głos: „a za co niby ja mam Cię lubić/kochać? Musisz coś dla mnie zrobić.” W taki sposób często zamykamy się na naturalną sympatię do siebie samych. I co robić?

Warto zdać sobie sprawę, że uczucia sympatii (przyjaźni, miłości) można też w sobie wzbudzić. Jest bardzo łatwa, prosta droga. TROSKA. Jeśli się o coś troszczymy, tzn. nastawiamy się żeby pomóc, nastawiamy się żeby ułatwić, nastawiamy się, żeby odpowiedzieć na potrzeby, otaczamy opieką, troską to zaczynamy lubić, kochać. Tutaj ważny jest element decyzji, świadomej decyzji, że oto ja, od tej chwili będę się Tobą (sobą) opiekować, będę się o ciebie troszczyć i o ciebie dbać do Twoich ostatnich chwil. Tak rodzi się przywiązanie, tak kontynuuje się troskę, tak rodzi się sympatia. Czyli miłość i troska ma nie tylko schemat jako „przyczyna-skutek”, ale odwrotnie też to działa. Jest to dla nas wielka szansa nie tylko na przyjaźń i miłość na zewnątrz, ale też na przypomnienie sobie tego naszego naturalnego stanu wewnętrznego i miłości do samego siebie. Jeżeli masz wrażenie, że „nie kochasz siebie” podejmij następującą refleksję: 

  1. urodziłeś się na piedestale swojej własnej miłości – Twoje potrzeby były dla Ciebie najważniejsze, Twoją drugą miłością dopiero stał się ktoś na zewnątrz kto pomagał Ci realizować Twoje potrzeby.
  2. nigdy nie straciłeś miłości do siebie, bo to ona podtrzymuje Cię przy życiu, nie ważne jak bardzo byłeś czy jesteś dla siebie „niedobry” – przewrotnie wszystko co robisz jest podyktowane troską o siebie – czasem po prostu źle rozumianą, źle kierowaną.
  3. Jeżeli chciałabyś bardziej odczuwać naturalną bezwarunkową miłość do siebie samej to podejmij takie działania, które w swojej istocie są wyrazem troski o siebie:
  • zrób sobie herbatę
  • wykąp się i czule umyj ciało dziękując mu „jak matce”, za to, że Cię „nosi i znosi”
  • popatrz w lustro i pomyśl jak wiele dobrych decyzji podjąłeś w życiu – zawsze kierując się intencją polepszania sobie w życiu. Miałeś prawo nie wiedzieć jakie skutki przyniosą Twoje działania, ale zawsze chciałeś jak najlepiej.

Pamiętaj, że to czego szukasz jest dokładnie tym samym „czym” tego szukasz. Miłość szuka miłości. Mądrość szuka mądrości.

Troska o siebie samego, o swoje samopoczucie, o swoje życie jest zawsze wyrazem miłości. Wzmacnia ją i daje jej wyraz. Nie musisz przeskakiwać samego siebie, żeby zobaczyć, że jesteś cały utkany z miłości, tak samo jak ta mała puszysta kaczuszka. To, że szukasz sposobu, aby bardziej siebie kochać i akceptować to już jest wyraz najwyższej troski i miłości. Dostrzeż to.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *