Co robi teraz Twój wewnętrzny mistrz?

Wiele, o ile nie wszystkie, tradycje zajmujące się rozwojem duchowym odwołują się do naszej wewnętrznej mądrości. Są takie, które mówią wprost: „w każdej istocie jest natura Buddy”, inne odwołują się do wewnętrznej nawigacji zwanej intuicją, która „po prostu wie lepiej”, inne wskazują na to, że każdy z nas ma swojego przewodnika, którego można prosić o wskazówki.

W każdej z tych opcji, jedyne o co chodzi to oczyszczenie drogi, którymi płynie informacja. Z jednej strony trzeba więc sobą kierować, aby stać się dobrym „odbiornikiem” wewnętrznej mądrości, oczyścić niepotrzebne szumy, z drugiej strony konieczne jest zaufanie do samego siebie jako „nadajnika” prawdy.

Ludziom zachodu zwykle brakuje zaufania, ale też i spokoju, który jest warunkiem odszukania prawdy. Obie te cechy, umiejętności i warunki stwarza medytacja. Uczymy się selekcji tego co do nas dociera i wywiera wpływ, wzmacniamy radary na subtelne informacje mądrości i zaczynamy ufać sobie, bo widzimy, że nasze działanie przynosi pożądane rezultaty. Jednym słowem stajemy się wewnętrznymi mędrcami. To tak jakby mieć przy sobie psychologa, przyjaciela i przeglądarkę google w jednym ;-).

Kroki są proste. Są tak proste, że niewielu jest śmiałków podróżujących tą wewnętrzną drogą. Wydaje się, że to nie jest możliwe. Ale co może być bardziej proste od drogi do samego siebie? Droga medytacji jest upraszczaniem, odejmowaniem ciężarów, prostowaniem zawiłości. Stąd opór przyzwyczajonego do kombinowania umysłu.

Spróbuj codziennie zamknąć w spokoju oczy na 5 minut i po prostu obserwuj co się dzieje wewnątrz, ile myśli na minutę, ile impulsów żeby już wstać, ile uczuć, że to nie dla mnie. To wszystko, cały ten kalejdoskop, dzieje się nawet, gdy nie medytujemy. Dopiero „siedząc” zdajemy sobie z tego sprawę i to jest pierwszy oddech naszego wewnętrznego mędrca. Zdawanie sobie sprawy z bałaganu.

Tylko obserwuj. To wszystko samo opadnie jak kurz po walce. Mistrz siedzi i obserwuje z lekkim uśmiechem. Im więcej masz go w sobie, tym bardziej nim się stajesz. To naprawdę są proste instrukcje.

Cały galimatias zaczyna się, gdy ta druga „zewnętrzna natura” rozbieganego umysłu, braku cierpliwości, bierze w nas górę. Wtedy „dokarmiamy nie tego tygrysa co trzeba”.

Ale nie ma się czym przejmować, bo koniec końców, wyboru patrzenia oczami mistrza dokona wreszcie każdy z nas. Nie da się w nieskończoność ciągnąć bolesnego bałaganu. Chęć poukładania zgodnie z prawdą w końcu zwycięży. Kwestia czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *