Z cyklu „Fabryka wolności”: Jak uwierzyć w siebie?

„Jeśli nie wierzysz w siebie, to nigdy niczego nie dokonasz.”

Tak, tylko jak uwierzyć w siebie?

Co musiałoby się wydarzyć żebyś uwierzył w siebie?


Kiedyś wydawało mi się, że tylko ja nie rozumiem siebie i życia. Wszyscy wokoło wiedzieli czego chcą i zmierzali dzielnie w tamtym kierunku. Próbując cokolwiek pojąć – przeleciało 19 dorosłych lat. Moja ślepa uliczka nie wygląda jak niechciana praca w korporacji, ale była równie frustrująca.

Po tym czasie doszłam do zrozumienia, że albo pożyję jak chcę, jak pragnę, albo umrę w beznadziei, która niestety ciągnąć się może jeszcze drugie tyle czasu. Albo i dłużej.

Wtedy przyszło pytanie: ale co ja tak naprawdę, z trzewi, uwielbiam, gdzie mnie ciągnie? To, o dziwo, nigdy nie było ukryte. Zawsze to czułam i wiedziałam, tyle, że to było coś innego niż większość, coś „dziwnego”, niestandardowego, nieopłacalnego. Zawsze to odrzucałam. Ba! Miałam do siebie pretensje, że akurat to mnie pociąga, a nie co innego. Chciałam o tym zapomnieć, nie brałam pod uwagę. Może u Ciebie jest podobnie?

U mnie jest to coś tak abstrakcyjnego, że nawet nie wiem jak to ująć. Jest to przemożna chęć poznania fundamentalnych zasad wszechświata, pozbycie się złudzeń. To jest bardzo trudne, bo „nie wiemy czego nie wiemy”, a już na pewno jakoś mało „przekładalne” na działanie w świecie, takie „tu i teraz”, za które dostaje się pieniądze. Kiedy więc zapadła decyzja o tym, że odtąd zaczynam żyć swoim życiem, to szybko okazało się, że to nie jest opłacalne i tu padła druga decyzja, że to jest dokładnie to co chcę i będę robić całym sercem. Zapytałam siebie czy wolę robić to co lubię i umrzeć z głodu, czy wolę żyć, ale nie robić tego co kocham. Nie było wahania i od tamtej pory widzę, że wszechświat mnie wspiera, jest coraz lepiej. Pojawiają się pomysły i drogi na prezentację pasji innym, a jeśli to jest dla nich w jakiś sposób korzystne, pojawiają się pieniądze.

Myślę, że to tutaj jest schowany skarb wiary w siebie, w tym szczerym przyznaniu się co kochasz robić i co robiłabyś nawet za darmo, dla samej radości robienia tego. To naprawdę jest bardzo proste: w tym co Twoje serce kocha robić – masz wiarę w siebie. W tym co świat narzuca na Ciebie możesz nie mieć wiary w siebie. To tylko „rzekome” narzucanie, dobrowolne więzienie, bo tak naprawdę świat, jako całość, chce żebyś robiła to co kochasz, bo wtedy jesteś w tym dobra i jesteś szczęśliwa. Świat potrzebuje szczęśliwych ludzi i dobrej roboty.

Ustaw ster na to co kochasz, niech to co cię tam prowadzi będzie przyjemnością. Wtedy uwierzysz w siebie, uwierzysz, że to ma sens, Twoje życie nabierze sensu.

Teraz robię to co uwielbiam. Wymaga to ode mnie przekraczania własnych granic i strefy komfortu, rozwijam się, a to jest czasami niewygodne. Cały czas weryfikuję kierunek. Moja radość rośnie, moje poczucie wiary w siebie rośnie. Już widzę, że nie odpuszczę, choćby nie wiem co, bo to najszczersza, najbardziej prawdziwa „ja”*.

Poznanie i podążanie za najgłębszym „wezwaniem” daje moc wiary w siebie.

— 

*wbrew pozorom jest to moc odpuszczania. Ta perspektywa wymaga osobnego omówienia. Tu ujawnia się paradoks do intuicyjnego zrozumienia: czy mocne „ego” jest potrzebne na drodze poznania rzeczywistości?

Co robi teraz Twój wewnętrzny mistrz?

Wiele, o ile nie wszystkie, tradycje zajmujące się rozwojem duchowym odwołują się do naszej wewnętrznej mądrości. Są takie, które mówią wprost: „w każdej istocie jest natura Buddy”, inne odwołują się do wewnętrznej nawigacji zwanej intuicją, która „po prostu wie lepiej”, inne wskazują na to, że każdy z nas ma swojego przewodnika, którego można prosić o wskazówki.

W każdej z tych opcji, jedyne o co chodzi to oczyszczenie drogi, którymi płynie informacja. Z jednej strony trzeba więc sobą kierować, aby stać się dobrym „odbiornikiem” wewnętrznej mądrości, oczyścić niepotrzebne szumy, z drugiej strony konieczne jest zaufanie do samego siebie jako „nadajnika” prawdy.

Ludziom zachodu zwykle brakuje zaufania, ale też i spokoju, który jest warunkiem odszukania prawdy. Obie te cechy, umiejętności i warunki stwarza medytacja. Uczymy się selekcji tego co do nas dociera i wywiera wpływ, wzmacniamy radary na subtelne informacje mądrości i zaczynamy ufać sobie, bo widzimy, że nasze działanie przynosi pożądane rezultaty. Jednym słowem stajemy się wewnętrznymi mędrcami. To tak jakby mieć przy sobie psychologa, przyjaciela i przeglądarkę google w jednym ;-).

Kroki są proste. Są tak proste, że niewielu jest śmiałków podróżujących tą wewnętrzną drogą. Wydaje się, że to nie jest możliwe. Ale co może być bardziej proste od drogi do samego siebie? Droga medytacji jest upraszczaniem, odejmowaniem ciężarów, prostowaniem zawiłości. Stąd opór przyzwyczajonego do kombinowania umysłu.

Spróbuj codziennie zamknąć w spokoju oczy na 5 minut i po prostu obserwuj co się dzieje wewnątrz, ile myśli na minutę, ile impulsów żeby już wstać, ile uczuć, że to nie dla mnie. To wszystko, cały ten kalejdoskop, dzieje się nawet, gdy nie medytujemy. Dopiero „siedząc” zdajemy sobie z tego sprawę i to jest pierwszy oddech naszego wewnętrznego mędrca. Zdawanie sobie sprawy z bałaganu.

Tylko obserwuj. To wszystko samo opadnie jak kurz po walce. Mistrz siedzi i obserwuje z lekkim uśmiechem. Im więcej masz go w sobie, tym bardziej nim się stajesz. To naprawdę są proste instrukcje.

Cały galimatias zaczyna się, gdy ta druga „zewnętrzna natura” rozbieganego umysłu, braku cierpliwości, bierze w nas górę. Wtedy „dokarmiamy nie tego tygrysa co trzeba”.

Ale nie ma się czym przejmować, bo koniec końców, wyboru patrzenia oczami mistrza dokona wreszcie każdy z nas. Nie da się w nieskończoność ciągnąć bolesnego bałaganu. Chęć poukładania zgodnie z prawdą w końcu zwycięży. Kwestia czasu.

Z cyklu: „Fabryka wolności”: jak widzieć, jak się nie widzi?

Zakładając, że ludzie oświeceni „widzą” coś innego niż my, gdy patrzymy na siebie i na świat, to co takiego widzą i jak można samemu to zobaczyć?

Różnie to można nazywać, ale ogólnie każdy zgodzi się, że taki mistrz, czy nauczyciel widzi prawdę, a co za tym idzie rozróżnia też nieprawdę.

My (ćwiczący się, rozwijający) widzimy natomiast nieprawdę (w formie np. niedoskonałości lub nieprzyjemności). 

Kluczem jest takie patrzenie na to co się nam objawia, aby widzieć w tej nieprawdzie prawdę – w jej wnętrzu, jako jej charakterystykę. Tam pomiędzy zasłonkami iluzji objawia się rzeczywistość (bo nieprawda jest nierzeczywista).

I jak ona wygląda? Jest wszędzie, jest we wszystkim, jest w środku, jest jedna i ta sama, jest wyzwalająca.

Jak tam dotrzeć? Ćwiczeniami. Najczęściej jak się da bądź z tym, co odnajdujesz pomiędzy słowami. Co tam siedzi?

Rezultaty medytacji w jednym słowie.

Medytacja to naturalna funkcja organizmu.

Ma swoje „wyuczalne” warunki i swoje rezultaty.


Rezultatem jest to, że wyraźnie widzisz, gdzie możesz zadziałać, a gdzie nie możesz i na to drugie – o ile zechcesz, możesz mieć WYWALONE.

Z cyklu „Fabryka wolności”: Co Ci da medytacja?

Co Ci da medytacja?

To pytanie jest źle postawione.
Zapytaj co Ty możesz dać medytacji.
Oddaj jej swój stres, splątanie, zakłopotanie, napięcie, zagubienie, niepokój.
To są chmury na niebie Twojego życia.
Zdrowe życie to równowaga, nic tu nie trzeba dodawać.
Czasem tylko tyle sobie nawalimy na głowę, że warto to gdzieś wszystko z siebie zrzucić.
Do tego jest medytacja.
Ona zabierze z Ciebie to, co nie pozwala Ci być szczęśliwym i przejrzystym jak niebo.
Warto.

Każdego dnia.

Z cyklu „Fabryka wolności”: O wolnej woli w prostych krokach.

Wolna wola to temat rzeka.
Ale tak prosto z mostu, czyli doświadczalnie:
czy w danej / dowolnej sytuacji masz wybór dokonania oceny tej sytuacji?
Czy ocena tej sytuacji jest w jakiś sposób na sztywno powiązana z tą sytuacją?
Czy ocena tej sytuacji ma wpływ na to jak czujesz się w tej sytuacji?
Czy uczucia jakie wzbudza w Tobie ta sytuacja mogą się zmieniać w zależności od tego jak oceniasz tę sytuację?
Czy zmiana oceny uczucia w Tobie, zmieni sposób odbioru tego uczucia?
Czy sposób odbioru uczucia jakie jest w Tobie zmienia ocenę sytuacji?
Czy jeszcze masz wątpliwość, że każde doświadczenie jest Twoim wyborem?
To jest i klątwa i zbawienie w jednym.
Klątwa dla tych, którzy nie chcą ponosić odpowiedzialności.
Zbawienie dla uważnych.
Każda chwila to wybór. Twój wybór.
Nie jesteś odbiornikiem.
Jesteś nadajnikiem.
Chyba, że masz inny kaprys 😉