Z cyklu „Fabryka wolności”: O samotności.

Na ścieżce duchowego/osobistego rozwoju jesteśmy samotni. Nawet jeżeli mamy to rzadkie szczęście podążać z kimś ramię w ramię – to nasza praca wewnętrzna jest zawsze samotna, ponieważ jest unikalna i nikt inny w niej nie uczestniczy bezpośrednio. Często bywa tak, że nasi codzienni nauczyciele, oschły mąż, wymagające dzieci, czepialska sąsiadka, są tuż obok, są nam najbliżsi, a jednocześnie stoją jakby po drugiej stronie barykady w naszej walce o wewnętrzny spokój, harmonię, stabilizację, etc. W tej charakterystyce naszego życia wszyscy mamy bardzo podobnie i tutaj leży nasze zjednoczenie. Skoro każdy z nas jest osamotniony to każdy z nas jedzie na tym samym wózku. Jest to jakieś małe pocieszenie, ale i ma to swoje dobre konsekwencje: po pierwsze, zdając sobie sprawę z naszej kondycji bardziej będziemy polegać na sobie (nikt inny nie wygra z naszymi osobistymi demonami), a jednocześnie mamy większe zrozumienie, a nawet chęć pomocy innym – każdemu uwikłanemu w swoją osobistą, samotną walkę. I tu znowu dotykamy paradoksu, który jest tak pięknie wyeksponowany na każdym szczycie zrozumienia czegokolwiek z tej naszej rzeczywistości.

Dokładnie na tej samej zasadzie paradoksalne koany prowadzą adepta na ścieżce Zen. Rozumienie paradoksów jest jak stawanie na cieniutkim punkcie balansu w samym sercu i centrum Yin i Yang. Tu jest paradoksalnie, i tylko tutaj odnajdujemy ścieżkę i szczyt w jednym miejscu. Jesteśmy samotni w naszej podróży, ale cały czas idziemy wszyscy razem.

Z cyklu „Fabryka wolności”: Jak pokochać siebie samą?

Często dostaję pytanie: „jak pokochać samego siebie?”. Przyjrzyjmy się temu. Miłość generalnie oznacza dla różnych ludzi różne rzeczy. Ale, gdy mówię „miłość”, każdy odwołuje się do jakiegoś uczucia w sobie, które jako „miłość” zaklasyfikował. Nie spotkałam dotąd człowieka bez żadnego wyobrażenia czym miłość jest. I teraz nie chodzi o to, że jest jedno słuszne uczucie, które wygląda tak i tak i do tego chcemy dążyć w swojej drodze do „pokochania siebie”. To tak jak „przyjaźń” – co to oznacza, jaką ma wartość, jak się ją czuje, to już sprawa na tyle indywidualna, że nie ma potrzeby jej definiować. Chodzi więc o mocniejsze odczuwanie tego co sam nazywasz „miłością”. Warto to sobie uzmysłowić.

Jeżeli masz problem z uczuciem miłości do samego siebie, to warto jest właśnie odwołać się do przyjaźni, bo tutaj nie ma aż takiej presji i łatwiej Ci zdiagnozować czy jesteś swoim własnym przyjacielem? Może dostrzeżesz, że jednak jesteś dla siebie przyjacielem, może nie idealnym, ale gdzieś są oznaki Twojej przyjaźni samego ze sobą. Nie?

Generalnie miłość i przyjaźń rodzą się spontanicznie. Patrzysz na słodką, małą kaczuszkę i voila! Jest miłość! Zmoknięty mały piesek, czy kotek i bach! Czujesz to coś. Małe dziecko, śliczna mała stopka, albo karmiąca matka- to są obrazy, które w wielu z nas wywołują uczucia miłości, sympatii, rozczulenia. Poznajesz kogoś nowego i albo go polubisz, albo nie. Następnie jest kwestia tego co z tym spontanicznym uczuciem zrobisz – rozwiniesz czy zaniechasz. No i co zrobić jeśli ono spontanicznie się w nas nie rodzi względem nas samych, lub tak nam się wydaje?

Podstawą naszego życia jest naturalna sympatia do nas samych. Zobacz: rodzimy się skąpani w miłości własnej, którą potem tracimy z oczu, ale która nie znika. Myślimy, że musimy zasłużyć. Być jakąś, coś osiągnąć, jakoś wyglądać, etc. To tak jak spotykamy kogoś, kto wzbudza w nas sympatię, ale do umysłu dociera głos: „a za co niby ja mam Cię lubić/kochać? Musisz coś dla mnie zrobić.” W taki sposób często zamykamy się na naturalną sympatię do siebie samych. I co robić?

Warto zdać sobie sprawę, że uczucia sympatii (przyjaźni, miłości) można też w sobie wzbudzić. Jest bardzo łatwa, prosta droga. TROSKA. Jeśli się o coś troszczymy, tzn. nastawiamy się żeby pomóc, nastawiamy się żeby ułatwić, nastawiamy się, żeby odpowiedzieć na potrzeby, otaczamy opieką, troską to zaczynamy lubić, kochać. Tutaj ważny jest element decyzji, świadomej decyzji, że oto ja, od tej chwili będę się Tobą (sobą) opiekować, będę się o ciebie troszczyć i o ciebie dbać do Twoich ostatnich chwil. Tak rodzi się przywiązanie, tak kontynuuje się troskę, tak rodzi się sympatia. Czyli miłość i troska ma nie tylko schemat jako „przyczyna-skutek”, ale odwrotnie też to działa. Jest to dla nas wielka szansa nie tylko na przyjaźń i miłość na zewnątrz, ale też na przypomnienie sobie tego naszego naturalnego stanu wewnętrznego i miłości do samego siebie. Jeżeli masz wrażenie, że „nie kochasz siebie” podejmij następującą refleksję: 

  1. urodziłeś się na piedestale swojej własnej miłości – Twoje potrzeby były dla Ciebie najważniejsze, Twoją drugą miłością dopiero stał się ktoś na zewnątrz kto pomagał Ci realizować Twoje potrzeby.
  2. nigdy nie straciłeś miłości do siebie, bo to ona podtrzymuje Cię przy życiu, nie ważne jak bardzo byłeś czy jesteś dla siebie „niedobry” – przewrotnie wszystko co robisz jest podyktowane troską o siebie – czasem po prostu źle rozumianą, źle kierowaną.
  3. Jeżeli chciałabyś bardziej odczuwać naturalną bezwarunkową miłość do siebie samej to podejmij takie działania, które w swojej istocie są wyrazem troski o siebie:
  • zrób sobie herbatę
  • wykąp się i czule umyj ciało dziękując mu „jak matce”, za to, że Cię „nosi i znosi”
  • popatrz w lustro i pomyśl jak wiele dobrych decyzji podjąłeś w życiu – zawsze kierując się intencją polepszania sobie w życiu. Miałeś prawo nie wiedzieć jakie skutki przyniosą Twoje działania, ale zawsze chciałeś jak najlepiej.

Pamiętaj, że to czego szukasz jest dokładnie tym samym „czym” tego szukasz. Miłość szuka miłości. Mądrość szuka mądrości.

Troska o siebie samego, o swoje samopoczucie, o swoje życie jest zawsze wyrazem miłości. Wzmacnia ją i daje jej wyraz. Nie musisz przeskakiwać samego siebie, żeby zobaczyć, że jesteś cały utkany z miłości, tak samo jak ta mała puszysta kaczuszka. To, że szukasz sposobu, aby bardziej siebie kochać i akceptować to już jest wyraz najwyższej troski i miłości. Dostrzeż to.

Z cyklu „Fabryka wolności”: Czy łatwo zmienić swoje życie?

Łatwo.

Wystarczy zmienić myślenie, a to jest stosunkowo łatwe, o ile ma się odpowiedni dystans do myślenia.

O czym należy zmienić myśli?

Głównie o sobie, a co za tym idzie, o świecie. Bo to co myślimy o sobie, przekłada się na to, co myślimy o świecie, a to z kolei wpływa na to co widzimy, to natomiast kieruje naszym działaniem. A wszystkie te elementy składają się na to co nazywamy naszym życiem.

Dlaczego jest to subiektywnie bardzo ciężkie?

Ponieważ przyklejamy się do tego co o sobie myślimy, co myślimy o świecie, w rezultacie ciągle widzimy to samo i postępujemy w ten sam sposób.

Co w takim razie należy robić?

Myśl o sobie dobrze. Jak najgorliwiej trzymaj się tego ćwiczenia. Jak tylko złapiesz się na negatywnych ocenach siebie samego: pochwal siebie, że się na tym złapałeś i przestań kontynuować negatywną ocenę. Pochwal się, że przestałeś i kontynuuj chwalenie siebie. Daj sobie czas, bo przyzwyczajenie zrobi swoje. Myśl o sobie dobrze i wyszukuj w sobie pozytywne cechy. Kontynuuj, aż dostrzeżesz jak zmienia się świat i to co w nim postrzegasz. Trzymam kciuki!

Z cyklu „Fabryka wolności”: Co to jest Miłość Bezwarunkowa?

Każda miłość, jeżeli rzeczywiście jest, to jest bezwarunkowa. Tak jak przyjaciel. Mówi się „prawdziwy przyjaciel”, jakby mógł być jakiś nieprawdziwy przyjaciel. Miłość też jest zawsze bezwarunkowa. To podstawowy „stan”, którym podszyty jest cały świat. Najczystszym przykładem miłości bezwarunkowej jest miłość matczyna, choć warunkiem jej istnienia jest bycie w specjalnej relacji. Ale gdy odczuwasz, jako matka, troskę i pewnego rodzaju „tkliwość”, gdy patrzysz na swoje potomstwo, chcesz dla nich jak najlepiej, chcesz, aby omijały je przeszkody, trudności, bóle i cierpienia to jest to stan, który odczuwa się do całego świata, gdy jest się bezwarunkowo szczęśliwym. Szczęście i miłość to dwa imiona tej samej realizacji. Warto pamiętać, że prawdziwe szczęście jest także bezwarunkowe – to nie tylko definicja, jest to przede wszystkim wskazówka, gdzie szukać.

Z cyklu „Fabryka wolności”: Iluzja i panowanie nad iluzją, czyli dwa słowa o „kreowaniu” rzeczywistości

Powiedz mi jedno: czy jeśli dobrze wiesz, że coś jest bez znaczenia to to robisz czy nie? To jest kluczowe pytanie w kwestii tzw. kreowania rzeczywistości. Jeśli bowiem świat jest iluzją, czyli można dowolnie, myślami wpływać na to co się jawi, „wydaje”, to pytanie podstawowe brzmi: jaką masz do tego motywację. Jeżeli jeszcze w tej „nierealnej” rzeczywistości jest coś, co Ci do końca nie pasuje – to jest to dokładnie to, co uważasz za realne – skoro Ci przeszkadza. Człowiek iluzją się nie przejmuje, nie ma potrzeby jej zmieniać. Oświeceni działają jedynie powodowani współczuciem, a nigdy zabawą w zmianę rzeczywistości. Nie oznacza to jednakże, że rzeczywistość, jakkolwiek nierealna, jest poza Twoim wpływem, poza możliwością „ulepszania”. Możesz na nią wpływać i ją zmieniać, ponieważ, de facto, Ty ją tworzysz. Ale kiedy uzyskujesz tą możliwość? Dopiero, gdy zupełnie nie masz do tego motywacji, czyli dopiero, gdy paradoksalnie, jest już Ci po drodze ze wszystkim, bo widzisz iluzję jako iluzję, jako coś co nie jest w stanie „nic Ci zrobić”. Tutaj boksują kołami wszyscy Ci, którzy z jednej strony wierzą w „nierealność” rzeczywistości, którą można dowolnie kształtować według swoich myśli, afirmacji etc., a z drugiej strony nie widzą tego na własne oczy, bo w takim wypadku niczego nie musieliby zmieniać. Boli nas tylko iluzja, boli nas, gdy wierzymy, że to co widzimy jest prawdą. Jeśli nas nie boli, nie dotyka, to znaczy, że rozpoznajemy iluzję, widzimy, że to nie jest w stanie nam zaszkodzić, że to tylko sen.


Ale czy słowa są w stanie obudzić „umarłego” w „Matrixie” Neo? Tylko jeśli do jego „prawdziwego ucha” mówi miłość i mądrość w jednym. Wtedy otrząsa się z iluzji, która traci jakiekolwiek znaczenie, wtedy panuje się nad nią w pełni. I na pewno nie zajmuje się wtedy niczym, co nie ma znaczenia. Jak każdy z nas.

Co to jest medytacja

Medytacja to naturalny stan umysłu. Można go osiągnąć, jeżeli się go zgubi (w rzeczywistości nie da się go zgubić, jedynie przykryć czymś zbędnym) poprzez zastosowanie różnych technik. Medytacja to serwis systemu operacyjnego o nazwie „człowiek”. Bardzo potrzebny i bardzo naturalny. 

Słowo medytacja jest obecnie używane do najprzeróżniejszych ćwiczeń wewnętrznych. W moim rozumieniu, aby coś nazwać medytacją powinny być spełnione 3 warunki:

  1. naturalność
  2. prostota
  3. wolność

Jak medytować? Naturalnie.

W jaki sposób? Najprościej.

Do czego zmierzamy? Do wolności.

Co uzyskujemy? Wolność.

Co idzie z wolnością? Swoboda, szczęście, spokój.

Czego nie ma, gdy jest wolność? Nie ma stresu, napięcia, niepewności, strachu.

O mnie

Jestem astronautką. Tyle, że wewnętrzną. Budda powiedział, że cały świat znajduje się „w tym, na sążeń długim, ciele”. W moim przypadku to trochę mniej niż 180 cm, niemniej jednak kosmos to mój limit ;-). Od 20 lat zajmuję się szukaniem i podążaniem ścieżkami rozwoju duchowego/osobistego. Formalnie jestem dr filozofii, hipnoterapeutką, prowadzę Centrum Badawczo Rozwojowo Edukacyjne i zajmuję się medytacją, prowadzę warsztaty, kursy, szkolenia, wykłady.