Mini-proces transformacji świadomości, w stronę spełnienia.

Zapraszam na mini-proces transformacji świadomości.

Ze stanu „braku” do stanu spełnienia.

Wykonamy razem parę kroków do wewnątrz, aby poukładać to, co jeszcze leży odłogiem i czeka na dobry moment. Potrzebny oddech i kartka papieru.

Zaczynamy.

Każdy rozwój ma na celu poprawę obecnego stanu, na lepszy.

Rozwój osobisty/duchowy ma na celu prowadzenie do pełni szczęścia.

Jesteś na tyle rozwinięty duchowo, na ile jesteś szczęśliwy.

To co jest do poprawy w kwestii Twojego rozwoju, to obszary w których nie jesteś szczęśliwy.


Zrelaksuj się, weź głęboki wdech i powolny wydech, zamknij oczy i odpowiedz sobie na pytanie: „Co musiałoby się wydarzyć/zadziać, abyś czuł się szczęśliwszy/szczęśliwy?”


Pomyśl o takich obszarach w swoim życiu jak:

  • sfera zawodowa
  • sfera finansowa
  • sfera rodzinna
  • sfera towarzyska
  • sfera uczuciowa
  • sfera kondycji fizycznej
  • sfera działalności twórczej/hobby

A może jest to zapisane w Tobie jako coś bardziej abstrakcyjnego, np. „Byłbym szczęśliwszy, gdybym był bardziej pewny siebie, lub bardziej wartościowy, bardziej kochany”?


Zapisz sobie to, co przyszło do Ciebie w tej chwili, tak jak przyszło, jako odpowiedź na pytanie: „co sprawiłoby, że byłbym bardziej szczęśliwy?”.

Postaraj się uogólnić ten cel.

Jeśli jest konkretny, jak czerwone ferrari, to zapytaj siebie co daje Ci czerwone ferrari: status, beztroskę, luksus?

Ogólnie jak się poczujesz, gdy to osiągniesz? Wyrazisz siebie? Poczujesz lekkość? Zapanuje harmonia?

Zapisz myśli, które w tym temacie poruszają się ku powierzchni Twojej świadomości, gdy dotykasz pytaniem tej sfery (jak dłoń uwalnia bąbelki z dna wanny ;-).


O.K. Teraz spróbujemy poruszać się po trzech niezbędnych warstwach, w których musi nastąpić pełne zrozumienie i asymilacja, aby podążać w stronę spełnienia. 

  1. Warstwa: INTELEKTUALNA

Rozważ i przyjrzyj się Twojej niezaspokojonej potrzebie intelektualnym zrozumieniem. Wyszukaj przykłady z Twojego obecnego życia, które spełniają już teraz w Tobie ową potrzebę. Np. potrzeba dotyczyła poczucia bezpieczeństwa, albo bycia rozumianym, czy masz w Twojej obecnej sytuacji coś, kogoś, kto zaspokaja tą potrzebę, potrzebę bycia rozumianym lub poczucia bezpieczeństwa. Jakiś mały przykład. Albo, czy masz w tej chwili źródło dochodu, które wystarcza na pewne potrzeby, czyli jest w pewnym stopniu wystarczające? Innymi słowy wyszukaj w swoim życiu przykłady, w których owa niezaspokojona potrzeba jest w jakiejś mierze zaspokojona i co do której nie masz wątpliwości. Np. czuję się nie wystarczająco dobra (ogólnie), ale w kwestii pielęgnacji kwiatów jestem wystarczająco dobra, to fakt. W tej warstwie przekonujemy się intelektualnie, że w pewnym stopniu nasza potrzeba jest spełniona. W zależności od zlokalizowanego braku mogą pomóc Ci zrozumieć, różne systemy filozoficzne, systemy wierzeń, książki i wykłady, że nie jesteś gorszy od innych, że nie jesteś wybrakowany i „do naprawy”, że jesteś wartościowy i pełen dobrej woli, a to w pełni wystarcza do bycia sobą w radości i spełnieniu. To wszystko wiedza intelektualna, przekonanie swojego dyskursywnego umysłu, który musi być spójny z jeszcze dwiema warstwami doświadczenia, aby coś stało się dla Ciebie namacalnym faktem.

  1. Warstwa: EMOCJONALNA

Kiedy odnajdziesz małe sytuacje w swoim obecnym życiu jako dowody na to, że Twoja potrzeba jest w jakimś stopniu zaspokojona, dobrze wczuj się w tą sytuację, tak aby poczucie braku choć na chwilę ustąpiło poczuciu wypełnienia, spełnienia, dobrostanu. Jeśli rozumie Cię tylko Twój kot czy pies, oczami wyobraźni rozkoszuj się tym obrazem pełnej asymilacji i zrozumienia. Wypełnij się poczuciem rozumienia się wzajemnie. Rozkoszuj się tym. To małe skarby na bezludnej wyspie, które powinny radować Cię tak często jak to tylko możliwe. Z poczucia braku, przenoś automatycznie swoje myśli na sytuacje gdy dana potrzeba była lub jest spełniona. Wchodź w tą myśl całym sobą, aby uczucie/emocje tego spełnienia wypełniały Cię po brzegi. Emocja nie będzie trwała bardzo długo, ale zawsze gdy dostrzeżesz okazję, zamieniaj poczucie braku na te chwile, być może krótkie, być może sporadyczne, kiedy ona Cię wypełniała i na nowo ją przeżywaj, niczym ulubione wspomnienie-skarb. Tutaj pomocne są medytacje prowadzone w konkretnym temacie, intencji lub inspiracje nauczycieli, książek, które wywołują daną pozytywną emocję. Odczuwaj ją w sobie jako prawdę.

  1. Warstwa: DOŚWIADCZENIA

Ostatnia warstwa jest jak kropka nad „i”. Kiedy umysł i emocje stoją ramię w ramię potrzebujesz namacalnych konkretnych dowodów na to, że dana sytuacja jest prawdziwa. Aby była prawdziwa musi się realnie wydarzyć, musisz ją widzieć nie tylko wewnątrz, w umyśle i w sercu, ale też w tym co robisz. Jak zachowują się ludzie, w których życiu, dana Twoja potrzeba jest spełniona? Są spokojniejsi? Więcej się uśmiechają? Są bardziej swobodni? Postaraj się i Ty zachowywać w podobny sposób. Ludzie szczęśliwi często się uśmiechają? Uśmiechaj się częściej. Sam do siebie, sztucznie, przed lustrem. Nie umiesz? To włóż ołówek między zęby w poprzek. Śmieszne? Spróbuj. Wszyscy odkrywcy świadomości podpowiadają: „Fake it until you make it” – „udawaj, że robisz, aż zrobisz”. Wiele osób doszło do bogactwa poprzez umiejętne podchwytywanie zwyczajów bogatych ludzi. UMIEJĘTNE. To wymaga obserwacji i zdrowego rozsądku, ale nic nie przybliży Cię bardziej do celu i nie zmotywuje jak swój własny obraz, w którym jesteś zmotywowany i spełniony. Nie chodzi tu o kupowanie drogich samochodów na kredyt. Tu chodzi o traktowanie Twojego obecnego samochodu z manierami właściciela ferrari. Tu chodzi o uśmiech, który wywoła reakcję chemiczną w ciele pt.”radość”. Pokaż sam sobie, że zachowujesz się jakbyś wierzył w siebie, a z czasem uwierzysz w siebie. Zrewiduj swoje zachowanie i miej pewność, że pasuje do Twojego intelektualnego i emocjonalnego stanu szczęścia. Powtarzaj! Każde zachowanie, powtarzane buduje nasze nawyki i staje się naszą rzeczywistością.

Kiedy zadbasz o siebie w tych trzech warstwach, nie minie długo, a okaże się, że sam siebie przekonałeś i sam stworzyłeś rzeczywistość, o której marzyłeś. Nastąpi głęboka rozwojowa przemiana w stronę pełni szczęścia.

Potrzebna introspekcja, szczerość i przenikliwość.


Z cyklu „Fabryka wolności”: Jak uwierzyć w siebie?

„Jeśli nie wierzysz w siebie, to nigdy niczego nie dokonasz.”

Tak, tylko jak uwierzyć w siebie?

Co musiałoby się wydarzyć żebyś uwierzył w siebie?


Kiedyś wydawało mi się, że tylko ja nie rozumiem siebie i życia. Wszyscy wokoło wiedzieli czego chcą i zmierzali dzielnie w tamtym kierunku. Próbując cokolwiek pojąć – przeleciało 19 dorosłych lat. Moja ślepa uliczka nie wygląda jak niechciana praca w korporacji, ale była równie frustrująca.

Po tym czasie doszłam do zrozumienia, że albo pożyję jak chcę, jak pragnę, albo umrę w beznadziei, która niestety ciągnąć się może jeszcze drugie tyle czasu. Albo i dłużej.

Wtedy przyszło pytanie: ale co ja tak naprawdę, z trzewi, uwielbiam, gdzie mnie ciągnie? To, o dziwo, nigdy nie było ukryte. Zawsze to czułam i wiedziałam, tyle, że to było coś innego niż większość, coś „dziwnego”, niestandardowego, nieopłacalnego. Zawsze to odrzucałam. Ba! Miałam do siebie pretensje, że akurat to mnie pociąga, a nie co innego. Chciałam o tym zapomnieć, nie brałam pod uwagę. Może u Ciebie jest podobnie?

U mnie jest to coś tak abstrakcyjnego, że nawet nie wiem jak to ująć. Jest to przemożna chęć poznania fundamentalnych zasad wszechświata, pozbycie się złudzeń. To jest bardzo trudne, bo „nie wiemy czego nie wiemy”, a już na pewno jakoś mało „przekładalne” na działanie w świecie, takie „tu i teraz”, za które dostaje się pieniądze. Kiedy więc zapadła decyzja o tym, że odtąd zaczynam żyć swoim życiem, to szybko okazało się, że to nie jest opłacalne i tu padła druga decyzja, że to jest dokładnie to co chcę i będę robić całym sercem. Zapytałam siebie czy wolę robić to co lubię i umrzeć z głodu, czy wolę żyć, ale nie robić tego co kocham. Nie było wahania i od tamtej pory widzę, że wszechświat mnie wspiera, jest coraz lepiej. Pojawiają się pomysły i drogi na prezentację pasji innym, a jeśli to jest dla nich w jakiś sposób korzystne, pojawiają się pieniądze.

Myślę, że to tutaj jest schowany skarb wiary w siebie, w tym szczerym przyznaniu się co kochasz robić i co robiłabyś nawet za darmo, dla samej radości robienia tego. To naprawdę jest bardzo proste: w tym co Twoje serce kocha robić – masz wiarę w siebie. W tym co świat narzuca na Ciebie możesz nie mieć wiary w siebie. To tylko „rzekome” narzucanie, dobrowolne więzienie, bo tak naprawdę świat, jako całość, chce żebyś robiła to co kochasz, bo wtedy jesteś w tym dobra i jesteś szczęśliwa. Świat potrzebuje szczęśliwych ludzi i dobrej roboty.

Ustaw ster na to co kochasz, niech to co cię tam prowadzi będzie przyjemnością. Wtedy uwierzysz w siebie, uwierzysz, że to ma sens, Twoje życie nabierze sensu.

Teraz robię to co uwielbiam. Wymaga to ode mnie przekraczania własnych granic i strefy komfortu, rozwijam się, a to jest czasami niewygodne. Cały czas weryfikuję kierunek. Moja radość rośnie, moje poczucie wiary w siebie rośnie. Już widzę, że nie odpuszczę, choćby nie wiem co, bo to najszczersza, najbardziej prawdziwa „ja”*.

Poznanie i podążanie za najgłębszym „wezwaniem” daje moc wiary w siebie.

— 

*wbrew pozorom jest to moc odpuszczania. Ta perspektywa wymaga osobnego omówienia. Tu ujawnia się paradoks do intuicyjnego zrozumienia: czy mocne „ego” jest potrzebne na drodze poznania rzeczywistości?

Co robi teraz Twój wewnętrzny mistrz?

Wiele, o ile nie wszystkie, tradycje zajmujące się rozwojem duchowym odwołują się do naszej wewnętrznej mądrości. Są takie, które mówią wprost: „w każdej istocie jest natura Buddy”, inne odwołują się do wewnętrznej nawigacji zwanej intuicją, która „po prostu wie lepiej”, inne wskazują na to, że każdy z nas ma swojego przewodnika, którego można prosić o wskazówki.

W każdej z tych opcji, jedyne o co chodzi to oczyszczenie drogi, którymi płynie informacja. Z jednej strony trzeba więc sobą kierować, aby stać się dobrym „odbiornikiem” wewnętrznej mądrości, oczyścić niepotrzebne szumy, z drugiej strony konieczne jest zaufanie do samego siebie jako „nadajnika” prawdy.

Ludziom zachodu zwykle brakuje zaufania, ale też i spokoju, który jest warunkiem odszukania prawdy. Obie te cechy, umiejętności i warunki stwarza medytacja. Uczymy się selekcji tego co do nas dociera i wywiera wpływ, wzmacniamy radary na subtelne informacje mądrości i zaczynamy ufać sobie, bo widzimy, że nasze działanie przynosi pożądane rezultaty. Jednym słowem stajemy się wewnętrznymi mędrcami. To tak jakby mieć przy sobie psychologa, przyjaciela i przeglądarkę google w jednym ;-).

Kroki są proste. Są tak proste, że niewielu jest śmiałków podróżujących tą wewnętrzną drogą. Wydaje się, że to nie jest możliwe. Ale co może być bardziej proste od drogi do samego siebie? Droga medytacji jest upraszczaniem, odejmowaniem ciężarów, prostowaniem zawiłości. Stąd opór przyzwyczajonego do kombinowania umysłu.

Spróbuj codziennie zamknąć w spokoju oczy na 5 minut i po prostu obserwuj co się dzieje wewnątrz, ile myśli na minutę, ile impulsów żeby już wstać, ile uczuć, że to nie dla mnie. To wszystko, cały ten kalejdoskop, dzieje się nawet, gdy nie medytujemy. Dopiero „siedząc” zdajemy sobie z tego sprawę i to jest pierwszy oddech naszego wewnętrznego mędrca. Zdawanie sobie sprawy z bałaganu.

Tylko obserwuj. To wszystko samo opadnie jak kurz po walce. Mistrz siedzi i obserwuje z lekkim uśmiechem. Im więcej masz go w sobie, tym bardziej nim się stajesz. To naprawdę są proste instrukcje.

Cały galimatias zaczyna się, gdy ta druga „zewnętrzna natura” rozbieganego umysłu, braku cierpliwości, bierze w nas górę. Wtedy „dokarmiamy nie tego tygrysa co trzeba”.

Ale nie ma się czym przejmować, bo koniec końców, wyboru patrzenia oczami mistrza dokona wreszcie każdy z nas. Nie da się w nieskończoność ciągnąć bolesnego bałaganu. Chęć poukładania zgodnie z prawdą w końcu zwycięży. Kwestia czasu.

Z cyklu: „Fabryka wolności”: jak widzieć, jak się nie widzi?

Zakładając, że ludzie oświeceni „widzą” coś innego niż my, gdy patrzymy na siebie i na świat, to co takiego widzą i jak można samemu to zobaczyć?

Różnie to można nazywać, ale ogólnie każdy zgodzi się, że taki mistrz, czy nauczyciel widzi prawdę, a co za tym idzie rozróżnia też nieprawdę.

My (ćwiczący się, rozwijający) widzimy natomiast nieprawdę (w formie np. niedoskonałości lub nieprzyjemności). 

Kluczem jest takie patrzenie na to co się nam objawia, aby widzieć w tej nieprawdzie prawdę – w jej wnętrzu, jako jej charakterystykę. Tam pomiędzy zasłonkami iluzji objawia się rzeczywistość (bo nieprawda jest nierzeczywista).

I jak ona wygląda? Jest wszędzie, jest we wszystkim, jest w środku, jest jedna i ta sama, jest wyzwalająca.

Jak tam dotrzeć? Ćwiczeniami. Najczęściej jak się da bądź z tym, co odnajdujesz pomiędzy słowami. Co tam siedzi?

Rezultaty medytacji w jednym słowie.

Medytacja to naturalna funkcja organizmu.

Ma swoje „wyuczalne” warunki i swoje rezultaty.


Rezultatem jest to, że wyraźnie widzisz, gdzie możesz zadziałać, a gdzie nie możesz i na to drugie – o ile zechcesz, możesz mieć WYWALONE.

Z cyklu „Fabryka wolności”: Co Ci da medytacja?

Co Ci da medytacja?

To pytanie jest źle postawione.
Zapytaj co Ty możesz dać medytacji.
Oddaj jej swój stres, splątanie, zakłopotanie, napięcie, zagubienie, niepokój.
To są chmury na niebie Twojego życia.
Zdrowe życie to równowaga, nic tu nie trzeba dodawać.
Czasem tylko tyle sobie nawalimy na głowę, że warto to gdzieś wszystko z siebie zrzucić.
Do tego jest medytacja.
Ona zabierze z Ciebie to, co nie pozwala Ci być szczęśliwym i przejrzystym jak niebo.
Warto.

Każdego dnia.

Z cyklu „Fabryka wolności”: O wolnej woli w prostych krokach.

Wolna wola to temat rzeka.
Ale tak prosto z mostu, czyli doświadczalnie:
czy w danej / dowolnej sytuacji masz wybór dokonania oceny tej sytuacji?
Czy ocena tej sytuacji jest w jakiś sposób na sztywno powiązana z tą sytuacją?
Czy ocena tej sytuacji ma wpływ na to jak czujesz się w tej sytuacji?
Czy uczucia jakie wzbudza w Tobie ta sytuacja mogą się zmieniać w zależności od tego jak oceniasz tę sytuację?
Czy zmiana oceny uczucia w Tobie, zmieni sposób odbioru tego uczucia?
Czy sposób odbioru uczucia jakie jest w Tobie zmienia ocenę sytuacji?
Czy jeszcze masz wątpliwość, że każde doświadczenie jest Twoim wyborem?
To jest i klątwa i zbawienie w jednym.
Klątwa dla tych, którzy nie chcą ponosić odpowiedzialności.
Zbawienie dla uważnych.
Każda chwila to wybór. Twój wybór.
Nie jesteś odbiornikiem.
Jesteś nadajnikiem.
Chyba, że masz inny kaprys 😉

Z cyklu „Fabryka wolności”: O samotności.

Na ścieżce duchowego/osobistego rozwoju jesteśmy samotni. Nawet jeżeli mamy to rzadkie szczęście podążać z kimś ramię w ramię – to nasza praca wewnętrzna jest zawsze samotna, ponieważ jest unikalna i nikt inny w niej nie uczestniczy bezpośrednio. Często bywa tak, że nasi codzienni nauczyciele, oschły mąż, wymagające dzieci, czepialska sąsiadka, są tuż obok, są nam najbliżsi, a jednocześnie stoją jakby po drugiej stronie barykady w naszej walce o wewnętrzny spokój, harmonię, stabilizację, etc. W tej charakterystyce naszego życia wszyscy mamy bardzo podobnie i tutaj leży nasze zjednoczenie. Skoro każdy z nas jest osamotniony to każdy z nas jedzie na tym samym wózku. Jest to jakieś małe pocieszenie, ale i ma to swoje dobre konsekwencje: po pierwsze, zdając sobie sprawę z naszej kondycji bardziej będziemy polegać na sobie (nikt inny nie wygra z naszymi osobistymi demonami), a jednocześnie mamy większe zrozumienie, a nawet chęć pomocy innym – każdemu uwikłanemu w swoją osobistą, samotną walkę. I tu znowu dotykamy paradoksu, który jest tak pięknie wyeksponowany na każdym szczycie zrozumienia czegokolwiek z tej naszej rzeczywistości.

Dokładnie na tej samej zasadzie paradoksalne koany prowadzą adepta na ścieżce Zen. Rozumienie paradoksów jest jak stawanie na cieniutkim punkcie balansu w samym sercu i centrum Yin i Yang. Tu jest paradoksalnie, i tylko tutaj odnajdujemy ścieżkę i szczyt w jednym miejscu. Jesteśmy samotni w naszej podróży, ale cały czas idziemy wszyscy razem.

Z cyklu „Fabryka wolności”: Jak pokochać siebie samą?

Często dostaję pytanie: „jak pokochać samego siebie?”. Przyjrzyjmy się temu. Miłość generalnie oznacza dla różnych ludzi różne rzeczy. Ale, gdy mówię „miłość”, każdy odwołuje się do jakiegoś uczucia w sobie, które jako „miłość” zaklasyfikował. Nie spotkałam dotąd człowieka bez żadnego wyobrażenia czym miłość jest. I teraz nie chodzi o to, że jest jedno słuszne uczucie, które wygląda tak i tak i do tego chcemy dążyć w swojej drodze do „pokochania siebie”. To tak jak „przyjaźń” – co to oznacza, jaką ma wartość, jak się ją czuje, to już sprawa na tyle indywidualna, że nie ma potrzeby jej definiować. Chodzi więc o mocniejsze odczuwanie tego co sam nazywasz „miłością”. Warto to sobie uzmysłowić.

Jeżeli masz problem z uczuciem miłości do samego siebie, to warto jest właśnie odwołać się do przyjaźni, bo tutaj nie ma aż takiej presji i łatwiej Ci zdiagnozować czy jesteś swoim własnym przyjacielem? Może dostrzeżesz, że jednak jesteś dla siebie przyjacielem, może nie idealnym, ale gdzieś są oznaki Twojej przyjaźni samego ze sobą. Nie?

Generalnie miłość i przyjaźń rodzą się spontanicznie. Patrzysz na słodką, małą kaczuszkę i voila! Jest miłość! Zmoknięty mały piesek, czy kotek i bach! Czujesz to coś. Małe dziecko, śliczna mała stopka, albo karmiąca matka- to są obrazy, które w wielu z nas wywołują uczucia miłości, sympatii, rozczulenia. Poznajesz kogoś nowego i albo go polubisz, albo nie. Następnie jest kwestia tego co z tym spontanicznym uczuciem zrobisz – rozwiniesz czy zaniechasz. No i co zrobić jeśli ono spontanicznie się w nas nie rodzi względem nas samych, lub tak nam się wydaje?

Podstawą naszego życia jest naturalna sympatia do nas samych. Zobacz: rodzimy się skąpani w miłości własnej, którą potem tracimy z oczu, ale która nie znika. Myślimy, że musimy zasłużyć. Być jakąś, coś osiągnąć, jakoś wyglądać, etc. To tak jak spotykamy kogoś, kto wzbudza w nas sympatię, ale do umysłu dociera głos: „a za co niby ja mam Cię lubić/kochać? Musisz coś dla mnie zrobić.” W taki sposób często zamykamy się na naturalną sympatię do siebie samych. I co robić?

Warto zdać sobie sprawę, że uczucia sympatii (przyjaźni, miłości) można też w sobie wzbudzić. Jest bardzo łatwa, prosta droga. TROSKA. Jeśli się o coś troszczymy, tzn. nastawiamy się żeby pomóc, nastawiamy się żeby ułatwić, nastawiamy się, żeby odpowiedzieć na potrzeby, otaczamy opieką, troską to zaczynamy lubić, kochać. Tutaj ważny jest element decyzji, świadomej decyzji, że oto ja, od tej chwili będę się Tobą (sobą) opiekować, będę się o ciebie troszczyć i o ciebie dbać do Twoich ostatnich chwil. Tak rodzi się przywiązanie, tak kontynuuje się troskę, tak rodzi się sympatia. Czyli miłość i troska ma nie tylko schemat jako „przyczyna-skutek”, ale odwrotnie też to działa. Jest to dla nas wielka szansa nie tylko na przyjaźń i miłość na zewnątrz, ale też na przypomnienie sobie tego naszego naturalnego stanu wewnętrznego i miłości do samego siebie. Jeżeli masz wrażenie, że „nie kochasz siebie” podejmij następującą refleksję: 

  1. urodziłeś się na piedestale swojej własnej miłości – Twoje potrzeby były dla Ciebie najważniejsze, Twoją drugą miłością dopiero stał się ktoś na zewnątrz kto pomagał Ci realizować Twoje potrzeby.
  2. nigdy nie straciłeś miłości do siebie, bo to ona podtrzymuje Cię przy życiu, nie ważne jak bardzo byłeś czy jesteś dla siebie „niedobry” – przewrotnie wszystko co robisz jest podyktowane troską o siebie – czasem po prostu źle rozumianą, źle kierowaną.
  3. Jeżeli chciałabyś bardziej odczuwać naturalną bezwarunkową miłość do siebie samej to podejmij takie działania, które w swojej istocie są wyrazem troski o siebie:
  • zrób sobie herbatę
  • wykąp się i czule umyj ciało dziękując mu „jak matce”, za to, że Cię „nosi i znosi”
  • popatrz w lustro i pomyśl jak wiele dobrych decyzji podjąłeś w życiu – zawsze kierując się intencją polepszania sobie w życiu. Miałeś prawo nie wiedzieć jakie skutki przyniosą Twoje działania, ale zawsze chciałeś jak najlepiej.

Pamiętaj, że to czego szukasz jest dokładnie tym samym „czym” tego szukasz. Miłość szuka miłości. Mądrość szuka mądrości.

Troska o siebie samego, o swoje samopoczucie, o swoje życie jest zawsze wyrazem miłości. Wzmacnia ją i daje jej wyraz. Nie musisz przeskakiwać samego siebie, żeby zobaczyć, że jesteś cały utkany z miłości, tak samo jak ta mała puszysta kaczuszka. To, że szukasz sposobu, aby bardziej siebie kochać i akceptować to już jest wyraz najwyższej troski i miłości. Dostrzeż to.

Z cyklu „Fabryka wolności”: Czy łatwo zmienić swoje życie?

Łatwo.

Wystarczy zmienić myślenie, a to jest stosunkowo łatwe, o ile ma się odpowiedni dystans do myślenia.

O czym należy zmienić myśli?

Głównie o sobie, a co za tym idzie, o świecie. Bo to co myślimy o sobie, przekłada się na to, co myślimy o świecie, a to z kolei wpływa na to co widzimy, to natomiast kieruje naszym działaniem. A wszystkie te elementy składają się na to co nazywamy naszym życiem.

Dlaczego jest to subiektywnie bardzo ciężkie?

Ponieważ przyklejamy się do tego co o sobie myślimy, co myślimy o świecie, w rezultacie ciągle widzimy to samo i postępujemy w ten sam sposób.

Co w takim razie należy robić?

Myśl o sobie dobrze. Jak najgorliwiej trzymaj się tego ćwiczenia. Jak tylko złapiesz się na negatywnych ocenach siebie samego: pochwal siebie, że się na tym złapałeś i przestań kontynuować negatywną ocenę. Pochwal się, że przestałeś i kontynuuj chwalenie siebie. Daj sobie czas, bo przyzwyczajenie zrobi swoje. Myśl o sobie dobrze i wyszukuj w sobie pozytywne cechy. Kontynuuj, aż dostrzeżesz jak zmienia się świat i to co w nim postrzegasz. Trzymam kciuki!